2015/01/30

wszystko o moich włosach

Hej
Moje włosy zawsze były bardzo cienkie, delikatne i strasznie wysuszone na końcach. Kiedy byłam młodsza to obchodziło mnie to tyle co nic i naprawdę nie zwracałam na to większej uwagi. Długość moich włosów i ogólnie cała moja fryzura zmieniała się dosyć często- raz miałam grzywkę na bok, raz prostą, raz długie, ścięte na prosto włosy, raz pocieniowane, a nawet kiedyś ścięłam (oczywiście po Komunii) włosy mniej- więcej do brody. 
Z tego, co pamiętam, to moje włosy w najgorszym stanie były chyba na początku szóstej klasy... Z resztą nie wiem czy można było nazwać to włosami, przypominało to bardziej mop. Suche, zwisające strąki i końcówki grubości wykałaczek. A fuj. Na poniższym zdjęciu nie jest już najgorzej, bo było to jakieś pół roku po rozpoczęciu szóstej klasy i było lepiej, ale wciąż... źle.
W wakacje przed pierwszą klasą gimnazjum skróciłam włosy dosyć mocno i zrobiłam sobie grzywkę. Włosy trochę odżyły i wreszcie wyglądały w miarę normalnie. Jednak byłam wtedy na takim etapie, że na siłę chciałam mieć jak najdłuższe włosy i w ogóle ich nie ścinałam. Jakieś osiem miesięcy po podcięciu siedziałam sobie na lekcji i zaczęłam oglądać moje końcówki... przeraziłam się, wyglądały wprost tragicznie. Tego samego dnia umówiłam się do fryzjera, a po podcięciu włosów zaczęłam o nie dbać. Wyszukiwałam coraz to nowe sposoby na pielęgnację włosów i teraz, po około 10 miesiącach widzę naprawdę świetne efekty!

Włosy myję codziennie i robię to delikatnym szamponem z firmy Alterra, który nie zawiera SLS i SLES. Dwa razy w tygodniu włosy oczyszczam mocniejszym szamponem z Nivea.

Moje trzy ulubione odżywki- ta z Isany kosztuje 5 zł i genialnie działa na moje włosy. Przede wszystkim je wygładza. 
Odżywka firmy Garnier jest raczej znana i polecana na blogach włosomaniaczek, ją również uwielbiam. 
Najdroższa ze wszystkich jest ta z firmy Seboradin, bo kosztuje około 25 zł. U mnie sprawdza się bardzo dobrze, ale nie kupiłabym jej ponownie, bo uzyskuję ten sam efekt stosując tańsze odżywki.

Maski z Kallosa również są dosyć znane. Ich jakość można by porównać to wielu droższych masek, tymczasem kosztują one naprawdę niewiele (około 10 zł za 1 litr). Uwielbiam je, a wersję keratynową mam już po raz drugi- pierwszą zużyłam w całości.
Maska z Biovaxu również sprawdza się u mnie świetnie, włosy są po niej niesamowicie miękkie.

Olejowanie dało mi chyba najlepsze rezultaty. Jest to lepsze od wszelkich masek i odżywek. Olejek z babydream nie dość, że jest tani (10 zł), to ma same dobroci w składzie i działa na moje włosy wprost idealnie.
Ten z Alterry również ma bardzo naturalny, pełen olejków skład i gorąco go polecam.

Serum z Joanny nakładam po każdym umyciu i dzięki niemu moje włosy nie są narażone na uszkodzenia mechaniczne.
Natomiast ten z Avonu używam tylko raz na jakiś czas, ponieważ na dłuższą metę może przesuszać końce. Jest to bardziej coś w rodzaju nabłyszczacza.

Kiedy jestem w domu, to włosy zawsze mam związane. Dzięki temu nie ocierają się o ubrania, a co za tym idzie nie niszczą się. Nigdy też nie czeszę ich na mokro, ani nie śpię z mokrymi włosami. Nie używam prostownicy ani lokówki. Okazyjnie zdarza mi się zastosować suszarkę, ale wtedy suszę włosy tylko chłodnym nawiewem.


A Wy? Jak pielęgnujecie swoje włosy?
Może polecacie jakieś konkretne produkty?


2015/01/28

wstyd za bloga?

Hej!
W całej swojej blogowej 'karierze' spotkałam się już z wieloma pytaniami, typu: ,,Co zrobić, jeżeli znajomi śmieją się z mojego bloga?" albo ,,Jak powiedzieć rodzicom o blogu lub o tym, że chciałabym go mieć?". Dostawałam wiele takich pytań na Facebooku i na ask'u. W sumie powiem Wam tyle, że absolutnie nie ma się czego wstydzić w tym, że blogujemy, wręcz przeciwnie! A osoby, które się z tego nabijają pewnie zwyczajnie nie mają nic lepszego do roboty, nie mają żadnych zainteresowań bądź próbują coś robić, ale im to nie wychodzi. Ja osobiście nie rozumiem z czego tu się śmiać. Blogowanie- pasja jak każda inna. Przy okazji rozwijamy swoje umiejętności chociażby pisania, fotografii, robienia grafiki komputerowej. Zawsze to jakieś ciekawe doświadczenie, a nawet jeżeli nie jesteśmy do tego stworzeni, to zawsze można próbować i samemu się o tym przekonać. Większość moich znajomych wie o tym, że mam bloga i chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktoś z nich dokuczał mi z tego powodu. Jednak jeżeli u Was tak nie jest, to radziłabym zwyczajnie nie zwracać na to uwagi- pogadają, pośmieją się, a gdy zobaczą brak z reakcji z Waszej strony, to pewnie przestaną.
sorki za minę, tak to jest jak brat robi mi zdjęcia haha
Jeżeli chodzi o rodziców, to ja uważam, że tutaj również nie powinniśmy bać się im powiedzieć, o tym, że blogujemy, czy o tym, że chcielibyśmy zacząć. Moi rodzice dowiedzieli się o blogu całkiem przypadkowo i ku mojemu zdziwieniu nie mieli nic przeciwko temu. Tak samo większość mojej rodziny czasami tu zagląda (jeżeli to czytają, to pozdrawiam, haha!) i sprawdza jak tam sobie radzę. Wam również radziłabym mieć do tego takie bardziej luźne podejście, bo przecież nie piszemy ani nie pokazujemy tutaj nic złego, prawda?
                                                                          kolejna cudowna mina...



Spotkaliście się kiedyś z wyśmiewaniem przez posiadanie bloga?
Co o tym myślicie?

2015/01/26

CIY: brownie

Hej!
Na moim blogu chyba tylko raz pojawił się post kulinarny (w dodatku nie był on zbyt dobry). Tak więc dziś nadszedł ten dzień, w którym pokażę Wam jak upiec jednocześnie coś pysznego i tak prostego, że nie ma prawa się nie udać. Będzie to ciasto- brownie.
Składniki:
trzy tabliczki czekolady
szklanka cukru
szklanka mąki
kostka masła
sześć jajek
1. Rozpuszczamy czekoladę i masło w kąpieli wodnej. Odstawiamy do ostygnięcia.
2. W czasie, gdy czekolada się chłodzi do miski wbijamy jajka i miksujemy z cukrem.
3. Dolewamy przestudzoną czekoladową masę i mąkę. Wszystko mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji.
4. Przelewamy do blachy i pieczemy przez około 30 minut w temperaturze 180 *C.
5. Gotowe!


Podobał Wam się taki kulinarny post?
Spróbujecie?


2015/01/23

zima | ferie | powrót

Hej
Ostatnio bardzo dużo myślałam nad moim blogiem. Może wydać się to dziwne- żal mi czegoś, co istnieje tylko w internecie, szkoda mi opuszczać ludzi, których tak naprawdę nie znam. Jednak przywiązałam się do tego. W końcu to dzięki temu, że zaczęłam blogować rozwinęło się moje zamiłowanie do fotografii. Zaraz minął dwa lata odkąd coś tutaj tworzę. Smutno byłoby tak po prostu to zastawić. Zwłaszcza z jakichś błahych powodów. Bo co? Bo szkoła? E tam, marna wymówka. Doskonale wiem, że bez problemu dałabym radę pogodzić te dwie kwestie.
 Dzisiaj moje województwo rozpoczęło ferie zimowe. Ten fakt dodał mi nowych chęci i motywacji do działania. Co prawda i tak nie byłam dzisiaj w szkole, bo oczywiście z moim szczęściem musiałam się przeziębić akurat na ferie, ale dam radę. Dwa tygodnie wolnego na pewno dobrze zrobią i mnie, i mojemu blogowi, a przynajmniej mam taką nadzieję.
Zauważyłam też, że pomimo mojego kryzysu w blogowaniu obserwatorzy cały czas przybywają. To chyba dobry znak. Pisało też do mnie wiele osób z pytaniami co się stało, że post jest praktycznie raz w miesiącu i czy wrócę do regularnego blogowania. Daje mi to dużo radości, więc czemu by nie?


Chciałabym zrobić mały eksperyment- jeżeli jesteś stałym czytelnikiem mojego bloga lub dopiero co na niego trafiłaś/eś i Ci się spodobał, to proszę, napisz mi o tym w komentarzu. Będę wtedy wiedziała, czy mam dla kogo pisać :)